Wciągnięci w świat magii

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kira. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kira. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 czerwca 2012

Rozdział ósmy

Tutaj mamy salon, tu są sypialnie dla gości, a za tymi drzwiami znajduje się łazienka - wyliczała Kate - Na końcu korytarza znajduje się biuro taty. U góry - ciągnęła, wchodząc po schodach energicznymi krokami - jest mój pokój, obok łazienka i pokój Lucasa. Jest jeszcze sypialnia babci, ale nikomu tam nie pozwala wchodzić. Rzadko też z niej wychodzi - powiedziała, otwierając drzwi i wpychając mnie do dużego pokoju. Po wystroju od razu domyśliłam się, że należy do Kate. Wszystko było takie... słodkie i urocze. Od wielkiego łoża z baldachimem po liliowe ściany i białe meble, kończąc na puchatym dywaniku i wielkiej maskotce Hello Kity.
Cały regał zajmowały różne tomy mang, które ledwo się na nim mieściły. Na biurku stał laptop, oczywiście różowy. Kate szybko zgarnęła z łóżka ubrania i wrzuciła je do ogromnej szafy. Tak, niewątpliwie rodzina Silvernów jest bogata, pomyślałam z lekkim ukłuciem zazdrości. Ale tylko lekkim.
- Siadaj - nakazała Kate, wskazując głową na łóżko. Sama usiadła na krześle a jej brat stał, opierając się o szafkę. Po raz kolejny poczułam się nieswojo. Zaraz zaczną zadawać mi niezręczne pytania, pomyślałam. I miałam racje.
- Caroline, mogę spytać się skąd jesteś? - zapytała Kate z zachęcającym uśmiechem. Przez chwilę zastanawiałam się czy ich nie okłamać. Jednak nie wiedzieć czemu, odsunęłam od siebie ten pomysł.
- Nie wiem - odparłam zgodnie z prawdą. - Straciłam pamięć i nawet nie wiem, jak się nazywam - dodałam nie zwracając uwagi na oczy Kate, które nagle zrobiły się wielkie jak spodki.
- A więc nie nazywasz się Caroline?
- Nie - mruknęłam skruszona. Nawet nie zauważyłam, że przez twarz Lucasa przemknął cień strachu i niedowierzania. Kate zmieniła miejsce i tym razem usiadła obok mnie. Swoją szczupłą, opaloną dłoń położyła mi na ramieniu w pocieszającym geście.
- Hej, moglibyśmy ci jakoś pomóc? - spytała, spoglądając na mnie ze współczuciem.
- Nie wiem jak - odparłam. - Może z czasem mi się coś przypomni. Albo rodzina zacznie mnie szukać.
- Nie myślałaś o tym, by się zgłosić...
- Nie - przerwałam jej szybko. - Nie chcę się gdziekolwiek zgłaszać. Przynajmniej nie teraz.
- Rozumiem. Jeżeli chcesz, to na razie możesz zatrzymać się u nas.
Spojrzałam na nią, zaskoczona nagłą propozycją. To ja im mówię, że nie wiem kim jestem, nie chcę nawet pójść na policję (co, nie powiem, brzmi trochę podejrzanie), a oni tak po prostu proponują mi schronienie? Nie wiem czy to z naiwności i głupoty, czy z dobrego serca i chęci pomocy.
- A co na to wasz tata?
- Och, on na pewno się zgodzi! - wykrzyknęła z entuzjazmem. - Prawda Lucas?
Chłopak spojrzał na siostrę, po czym przeniósł wzrok na mnie i skrzywił się. Naprawdę, on się skrzywił! Kate poruszyła się niespokojnie, zdziwiona zachowaniem brata.
- Lucas...?
- Sorry, muszę na chwilę wyjść - powiedział i odepchnął się od szafki. Sekundę później drzwi już się za nim zamykały.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Mam nadzieję, że tym razem Lien nie będzie miała się do czego przyczepić. Eh, nikłe szanse. Nawet ja mam się tu do czego przyczepić, jednak nie chce mi się już poprawiać. Jutro dwa sprawdziany, projekt i kartkówka, a ja jeszcze się nie uczyłam. Chyba dzisiaj nie zasnę. Za to Wam, drodzy czytelnicy, życzę miłej i spokojnej nocy. c:

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Rodział siódmy

Tato , dobrze się czujesz? - zapytał Lucas, marszcząc brwi. Jego ojciec potrząsnął wolno głową, spojrzał jeszcze raz na mnie i zaśmiał się.
- Tak, nic mi nie jest - odparł. - Wasza koleżanka przypomina mi moją dawną znajomą. Tyle że jest od niej o wiele młodsza - powiedział, puszczając mi oczko. Uśmiechnęłam się do niego, starając się ukryć rumieniec, który oblał moją twarz. Co mnie napadło, by czerwienić się pod spojrzeniem mężczyzny starszego o jakieś dwadzieścia lat? Odłożyłam widelec. Nagle odechciało mi się jeść.
Pan Silvern usiadł na przeciwko mnie, zdejmując szarą marynarkę i kładąc ją na oparciu krzesła. Po chwili stanął przed nim obiad, a ja... Ja nadal patrzyłam z trudem maskowaną ciekawością na przystojnego mężczyznę. Na jego ciemne, dobrze ostrzyżone włosy, śniadą cerę i niesamowite oczy. Wcześniej wydawały mi się zielone, teraz jednak przybrały barwę szafiru. Moje oczy też mają kolor szafiru...
- Już nie jesz?
Przeniosłam wzrok na talerz. Połowa mojej dokładki wciąż spoczywała na talerzu. Po chwili zjadłam wszystko. Mimo zaciśniętego gardła i przepełnionego żołądka, znalazłam też miejsce na czekoladowy deser.
- Dziękuję - powiedziałam, gdy Meredith podeszła, by odnieść miski. - To było naprawdę wspaniałe.
- Nie ma za co. Przynajmniej ktoś wreszcie docenił mój kucharski talent - odparła z uśmiechem. Lucas i Kate prychnęli jednocześnie.
- My zawsze cię doceniamy - zaperzyła się Kate, po czym dodała z uśmiechem: - Tylko nie zawsze ci to mówimy.
- No dobra, wierzę wam. A teraz zmykajcie stąd, bo muszę porozmawiać z waszym ojcem.
- Ok, to my oprowadzimy Caroline!
Kate chwyciła mnie za rękę. W pierwszym odruchu chciałam się wyrwać, jednak chwilę później dałam się pociągnąć za bliźniakami. Nim mnie wywlekli, zdążyłam jeszcze raz spojrzeć na Matta, to znaczy Pana Silverna...

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dzisiaj strasznie krótko, jednak nie mam czasu na więcej, gdyż idę do kina. Taa, "Królewna Śnieżka i Łowca" na mnie czekają. ^ ^
Jestem ciekawa, ile osób się zdziwi, czytając ten tekst. No wiecie, w końcu Matthias Silvern (och, no dobrze, zdradzę jego wiek) ma 35 lat. Mogę również zdradzić wiek bliźniaków - oboje mają 16. x3
Za  jakiekolwiek błędy przepraszam. Zwracajcie mi na nie uwagę w komentarzach. c:
.

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Rozdział trzeci

Po paru godzinach wolnego marszu zmęczenia było tak odczuwalne, że już nie potrafiłam utrzymać się na nogach. Słońce już prawie całkiem zaszło, zabarwiając niebo na różne odcienie różu i fioletu. Mimo zbliżającego się wieczoru, nadal było bardzo ciepło, jednak już dawno przestało mi to przeszkadzać. Większym problem był fakt, że nadal nie wiedziałam gdzie jestem. Żadna z zatrzymywanych przeze mnie osób nie odpowiedziała mi na to pytanie, wszyscy ignorowali mnie jakbym w ogóle nie istniała.
Już całkowicie otępiała ze zmęczenia, usiadłam na ławce, już trochę podniszczonej przez upływający czas.Głód i pragnienie również zaczęły mi doskwierać. W brzuchu burczało mi od dawna, jednak dopiero teraz zaczęłam zwracać na to uwagę. Przydałoby się pomyśleć nad tym, co mam teraz zrobić, pomyślałam zamykając oczy. Chciałabym wypełnić te luki w pamięci. Pozbyć się tej czarnej dziury, która zabrała mi wspomnienia. Jednak zmęczenie przezwyciężyło tę chęć. Skuliłam się na ławce i odpłynęłam z nadzieją, że obudzę się nim ktoś mnie tu zobaczy.

Coś gorącego smagnęło moje ręce. To czerwone płomienie, otaczające mnie ściśniętym kręgiem. Ogień tańczył, niszcząc wszystko na swojej drodze. Zza ścian dobiegał mnie krzyk ludzi i trzaski załamującej się podłogi. Patrzyłam na szalejący żywioł i śmiałam się. Nie czułam przerażenia tylko satysfakcję i triumf. Nie wiem ile tam tak stałam, płonąc i nie mogąc powstrzymać śmiechu. W każdym razie, gdy otworzyłam oczy, znowu kuliłam się na starej ławce. W powietrzu unosił się dziwny zapach, jakby swąd spalonego ciała.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------
No dobrze, tyle na dzisiaj.
Przepraszam Was za wszystkie błędy, jednak mam naprawdę mało czasu na napisanie czegokolwiek poprawnie. Nie wiem także, kiedy będę mogła napisać kolejną notkę. W każdym razie życzę Wam dobrej nocy i zapraszam do dalszego czytania. c: